Utrata Ciąży

Niechciane: historia nieudanej aborcji

Mój mąż i ja zawarliśmy niewypowiedzianą umowę - jeśli ponownie zajdziemy w ciążę, dokonamy aborcji. Nie chodzi o to, że nie chcieliśmy dać mojemu synowi młodszego rodzeństwa lub że nie widzieliśmy naszej rodziny z czterema członkami zamiast trzech. Po prostu fakt, że nasze pierwsze dziecko, tak jak go kochamy, całkowicie wywróciło nasz świat do góry nogami. W końcu dotarliśmy do punktu, w którym wszystko po prostu działało. Był na tyle dorosły, że nie potrzebowaliśmy, żebyśmy unosili się nad nim 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, szkoła była tuż za rogiem, a na obraz zaczęły pojawiać się przebłyski naszego starego życia (czytaj: wolności). Wtedy to się stało, dokładnie dwa lata od dnia, w którym dowiedzieliśmy się, że jesteśmy w ciąży z naszym pierwszym dzieckiem. Test wypadł pozytywnie.

Nie było dyskusji, żadnych pytań. Szybko i spokojnie umówiłam się na następny poranek w Planned Parenthood. To nie jest obraz aborcji, jaki można sobie wyobrazić a przynajmniej nie ten, który był dla nas wielokrotnie malowany. Nie byłam jedyną nastolatką, która nieodpowiedzialnie znalazła się w trudnej sytuacji. Szłam próg trzydziestki, z mężem, którego uwielbiałam, z solidnymi dochodami i grzecznym maluchem w domu.




jak kochać się z grubą kobietą

W rzeczywistości jednak dokładnie tak wygląda aborcja. W rzeczywistości, ponad 60 procent kobiet, które dokonały aborcji, jest już zamężnych i ma przynajmniej jedno dziecko . Jest na to dość proste wyjaśnienie: z pierwszym dzieckiem zostajesz pobłogosławiony darem ignorancji. Nie masz pojęcia, co stanie się z twoim życiem, ciałem lub związkiem poza tym, co słyszałeś od innych lub widziałeś w telewizji. Nawet wtedy jest iskierka nadziei, że Twoja sytuacja będzie inna. Byliśmy szczęśliwcami. Miałam cudowną, zdrową ciążę (mogłabym być dziewczyną z plakatu na matczyne promienienie), naturalny poród bez dramatów i dziecko, które dobrze jadło i spało całą noc od pierwszego dnia. Jednak naszą odpowiedzią na drugie dziecko było zdecydowane „nie”. Mój mąż i ja uważamy się za artystów i oboje cieszymy się i potrzebujemy naszej wolności. Nasz mały pakiet radości doprowadził nas na skraj naszej strefy komfortu. To, nad czym pracowaliśmy, było już za dużo i wiedzieliśmy o tym. W końcu po co naciskać na szczęście?

Nie chcieliśmy tego. Wiedzieliśmy, że tego nie chcemy. Mimo to razem stworzyliśmy to dziecko. Czy przegapilibyśmy, gdybyśmy to zrobili? Czy to była ostatnia potrzebna część naszej rodziny?

Życie ma jednak inne plany. Siedząc w holu Planned Parenthood, wpatrując się w plik dokumentów na moich kolanach, nagle nie mogłem się ruszyć. Nie mogłam wrócić do samochodu i nie mogłam kontynuować aborcji. Byłem w nieuniknionym stanie zawieszenia. Nie chcieliśmy tego. Wiedzieliśmy, że tego nie chcemy. Mimo to razem stworzyliśmy to dziecko. Czy przegapilibyśmy, gdybyśmy to zrobili? Czy to była ostatnia potrzebna część naszej rodziny? Nie było sposobu, żeby się dowiedzieć, więc wyszłam i pojechałam do domu do męża, aby porozmawiać, o czym nie wierzyliśmy, że powinniśmy.



Należy powiedzieć, że podobnie jak większość ciąż, ta przyszła w najbardziej niewygodnych momentach. Byliśmy w trakcie wyprowadzki z kraju, z powrotem do Meksyku, miejsca, w którym nasza rodzina zaczęła się po raz pierwszy. Przez ostatni miesiąc mieszkaliśmy w cudzych domach i brak korzeni sprawiał, że myśl o kolejnym dziecku była nie do zniesienia. Uznaliśmy, że podejmowanie trwałych decyzji w oparciu o tymczasowe okoliczności nie jest rozsądne i że zrobimy wszystko, co konieczne, aby mieć kolejne dziecko.

Wielu rodziców powiedziało, że ciąża z drugim dzieckiem jest po prostu… inna. Nie ma tej samej błogości miesiąca miodowego, która przyszła z pierwszym, marzenia i oczekiwania są zastępowane wiedzą z prawdziwego życia, a wątpliwości są zawsze obecną emocją. Mogłem to wszystko poświadczyć, ale poza tymi uczuciami coś było nie tak. To było tak, jakby to dziecko wiedziało, że go nie chcemy, że rozważaliśmy odpuszczenie go i ta wiedza unosiła się w powietrzu.

Nie dotknąłem brzucha. Nie wybraliśmy nazw. To było tak, jakby dziecko nie istniało, chociaż szybko rosnący guz wskazywał inaczej.




czy masturbacja usypia?

Kontynuowaliśmy nasze plany związane z przeprowadzką i ostatecznie odbyliśmy trzydniową podróż z Kalifornii do Meksyku. Moje objawy były subtelne, ale obecne i poklepałam się po plecach za tak dobre radzenie sobie z porannymi mdłościami w pierwszym trymestrze na drodze. Po przyjeździe szybko się zadomowiliśmy, znaleźliśmy dom i ponownie nawiązaliśmy kontakt ze starymi przyjaciółmi. Jednak coś było nie tak. Nie dotknąłem brzucha. Nie wybraliśmy nazw. To było tak, jakby dziecko nie istniało, chociaż szybko rosnący guz wskazywał inaczej.

Kiedy nadszedł czas na wizytę u naszego pierwszego oficjalnego lekarza, wiedziałem, zanim nawet wymamrotał te słowa. Patrzyłem na małe dziecko na ekranie, które było wielokrotnie szturchane, bez bicia serca i jakichkolwiek oznak ruchu. Łzy zaczęły płynąć, a słowa, które wielokrotnie wypychałem z własnej głowy, zostały w końcu wypowiedziane na głos, że poroniłaś.

Czekałem na ulgę. Na ostatni wydech. W końcu to było dziecko, którego nigdy nie chcieliśmy, prawda? Czułem się pusty, ponieważ mój ból wielokrotnie spotykał się z historiami tych, których kochałem, tych, których nigdy nie znałem, ponieśli taką stratę. Według Verywell,między 1 0 i 70 proc wszystkich ciąż kończy się poronieniem. Wiele kobiet nawet nie dowie się, że są w ciąży, ale dla tych, którzy wiedzą, poronienie dziecka wymaga procesu żałoby. Ponieważ poronienia są nadal tematem tabu, pomimo wysiłków, by ujawnić więcej historii kobiet, te statystyki mogą wydawać się niedokładne, zwłaszcza gdy przez nie przechodzisz.

Chociaż logicznie wiem, że to niczyja wina - poronienie jest zwykle spowodowane nieprawidłowościami chromosomowymi - nie mogę winić dziecka za to, że nie chce zostać tam, gdzie wiedziało, że nie jest potrzebne.

Zasmuciłem się, pochowałem swoje dziecko i starałem się iść dalej. Mimo to noszę w pamięci jedno słowo, które może mi to wszystko wyjaśnić: karma. Chociaż logicznie wiem, że to niczyja wina - poronienie jest zwykle spowodowane nieprawidłowościami chromosomowymi - nie mogę winić dziecka za to, że nie chce zostać tam, gdzie wiedziało, że nie jest potrzebne. Kiedy zakopałem to, co zostało z mojego dziecka na dnie małej góry nad morzem, przeprosiłem. Jeśli przypadkiem zdecydujesz się wrócić, tym razem nie będziemy cię uważać za pewnik, obiecuję.

Wyróżniony obraz wg Naomi August